Literatura bałkańska jest dla mnie zupełnie odległym i niepoznanym dotąd terytorium, jednak czuję, iż za pomocą Oficyny Noir Sur Blanc jeszcze niejednokrotnie będę podróżować w te książkowe rejony. Fabularnie „W” przenosi nas na rozległe tereny powojennej Europy, dając szeroki pogląd na obyczajowy i polityczny kontekst ówczesnego świata. Choć trudno jednoznacznie sklasyfikować tę wypełnioną metaforami i ustrojową wiedzą powieść, to bez wątpienia wpasuje się ona w gust czytelnika poszukującego książki okraszonej niepewnością, niedopowiedzeniami, jednocześnie przemycającej wątki ideologiczne i psychologiczne. Choć przeplatają się tutaj lata sześćdziesiąte ubiegłego wieku z narracją osadzoną w teraźniejszości, to wydźwięk całej historii niesie ze sobą sporo wciąż aktualnych rozważań nad politycznymi ruchami w Europie.
/współpraca reklamowa z Noir sur Blanc /


Tytuł „W” można interpretować wielorako, ta pojedyncza litera jednak ze sobą całą masę konotacji, aczkolwiek jej okładkowa wizualizacja odzwierciedla pewną scenę, tym samym jedną z moich ulubionych. Vladimir i Valter, dwie tragiczne postaci, samotne wilki. Ich linia życia przecięła się, by na zawsze połączyć braterską więzią i pchnąć w stronę walki w imię lewicowej ideologii. Ich opowieść toczyła się w przeszłości, którą będziemy poznawać z ręki młodego pisarza, lewicowego działacza wezwanego na tajemniczą, dalmatyńską wyspę, by poznać ostatnią wolę tragicznie zmarłego Waltera Stiklera, słynnego krytyka komunizmu. To właśnie jego testament posłuży za mapę kierującą nas w głąb sekretnej przeszłości, niosącej wojną, terrorem, dylematami moralnymi i rozczarowującą ideologią, która miała doprowadzić do wolności i równości.
Nic tutaj nie jest czarno-białe, całokształt fabularny stanowi niebywałą zagadkę, niełatwą do rozwiązania. Obraz polityczno-wojenny nie jest prosty w odbiorze i stanowi wyzwanie przez które jednak warto cierpliwie brnąć, gdyż wyjaśnienie zagadki i odkrycie głównego motywu satysfakcjonuje. Igor Stiks kreuje harmonijny obraz postaci i tła historycznego w sposób wysoce precyzyjny, splatając fikcję literacką z rzeczywistymi wydarzeniami, przedstawiając cienką linię, która stoi na granicy walki z ideologią. Łatwo ją przekroczyć i wpaść w sidła samounicestwienia, nieświadomie przejmując złe wzorce. „W” jest w moim odczuciu powieścią, którą śmiało można by wpisać w kanon lektur szkolnych.


