Drugi tom serii AI-Gent Mroczne Kody bierze z zaskoczenia nie tylko odbiegającą od swojego
poprzednika fabułą, ale również nieco odmiennym klimatem. Mniej sensacyjny (ale wciąż jednak zachowany w konwencji szybkiej i wybuchowej akcji) wydźwięk „Akordu” tym razem ustąpił miejsca na rzecz głęboko kryminalnemu i tajemniczemu światu uknutemu w dźwiękach muzyki i wysoce enigmatycznych algorytmów komputerowych. Jestem zupełnym laikiem w kwestii nowoczesnych technologii, informatycznych niuansów, a darkweb wraz ze swoimi sekretami stanowi dla mnie kompletną zagadkę. Z zainteresowaniem i niemałą obawą obserwuję jednak wpływy sztucznej inteligencji na otaczającą nas codzienność, tym samym
wydarzenia zaprezentowane przez autora wprowadzają zarówno w poczucie niepokoju, jak i zadumy nad wpływem rozwoju cyfryzacji i jej coraz większej dominacji w dziejach ludzkości.

W „Akordzie” sztuczna inteligencja nie tylko jawi, się jako narzędzie wspomagające działania
rządowe, policyjne i szpiegowskie, ale wychodzi na prowadzenie w sferach wykraczających poza granice bezpiecznego użytkowania. Tam gdzie zderzają się pojęcia programowania i broni letalnej, od razu wiadomo, że żarty zeszły na bok. Zaczynamy z impetem – na jaw wychodzi śmi3rć niemieckiego antykwariusza, który odnalazł zaginiony utwór barokowego mistrza kompozycji. Dziwnym zbiegiem okoliczności okazuje się, iż w Europie dochodzi do nieodgadnionych i brut4lnych zgonów, które łączone są z zagadnieniem aktu terroryzmu. Tym razem zabójcy nie dysponują jednak bronią palną, ale zupełnie inną, trudną do namierzenia i zrozumienia potęgą unicestwiania.


W. P. Rdzanek przedłożył nam niebezpiecznie dobrą powieść, w której poruszył wiele wątków
nawiązując poniekąd do „Algorytmu”, jednocześnie pozwalając na to, by służyła nawet jako
stand-alone dla niewtajemniczonych z serią czytelników. Już niebawem premiera ostatniego tomu trylogii, na którą czekam z niemałą dozą ekscytacji.




