„Skradzione piękno” jest pierwszą pozycją spod pióra Diany Brzezińskiej, po którą miałam okazję sięgnąć. Autorka zabiera nas w podróż śladami cyklu obrazów zmalowanych pędzlem ekscentrycznej malarki. Astrid podbiła świat sztuki swoją serią portretów, której nazwa odzwierciedlona została w tytule powieści. Jej postać owiana została nutką niepokoju, jest pewna niedomówień oraz skrywa całą masę tajemnic. Pełna sprzeczności artystka zdaje się prowadzić życie na dwa fronty, pokazując światu tylko to oblicze, które stworzyła na potrzeby swego artystycznego alter ego. Jej wnętrze wypełnia chmara demonów, a skrzętnie skrywane przed wścibskimi gapiami ciało rezonuje z jej traumatyczną przeszłością.
/Współpraca reklamowa z Czwarta Strona Kryminału /

Choć obrazy Astrid pozornie zdają się być zwyczajne, to przyciągnęły one rzeszę fanów i przyniosły jej rozpoznawalność na szeroką skalę. Oskar Pieniążek, jej pracownik i jednocześnie pasjonat podcastów kryminalnych wpada na trop pewnej zależności, gdy po latach zostaje odnalezione ciało jednej z muz artystki. Mężczyzna postanawia przeprowadzić śledztwo na własną rękę i doszukuje się coraz to kolejnych rewelacji doprowadzających go na tor bolesnych prawd. Dotychczas asystent skakał wokół swojej pracodawczyni spełniając każdą jej zachciankę, jednak szlak zbrodni odwodzi go coraz dalej od perfekcyjnego obrazu Astrid. Dzieła artystki skrywają pewien wzór, głęboko ukryty, aczkolwiek ściśle powiązany – niczym m0rdercze tropy wypełnione pięknem.


Zaburzona postać prowadzi nas krok po kroku ku finałowi, drogą krętą i burzliwą. Autorka często zmienia narrację, rozdziały są krótkie i uzupełnione tabelkami, w których możemy doszukiwać się powiązań na własną rękę. Wątek kryminalny „Skradzionego piękna” bez wątpienia należy do innowacyjnych, ja jeszcze się z podobnym nie spotkałam, mimo czytania thrillerów i kryminałów w ilościach hurtowych.



