Mam wrażenie, że coraz chętniej w ostatnim czasie wydawane są u nas thrillery i kryminały azjatyckie, co ogromnie mnie cieszy, gdyż uwielbiam orientalny vibe w mrocznych historiach. Zarówno książkowo, jak i filmowo twórczość z ichnim sznytem zawsze mnie fascynowała i w moim skromnym uznaniu skrywa w sobie ogromny ładunek niepokoju, a całość scenografii osnuwa gęsta aura, jakoby pokryta ciężkim pyłem. Ten wszędobylski mrok udało się wykreować Minie Sakurai w powieści pt. „Mąż, którego zabiła”. Główną bohaterką jest tutaj Mana Suzukura, która po wieloletnich cierpieniach zadanych ze strony własnego męża postanowiła drastycznie stawić kres nieszczęśliwej relacji. Spychając go z klifu uwalnia się z kleszczów lęku i uciekając od jakiejkolwiek odpowiedzialności wiedzie spokojne życie w samotności przez kolejne lata. Sielanka jednak nie trwa wiecznie, gdyż u progu jej drzwi, po upływie czasu, staje mężczyzna, jakoby zmartwychwstał. Pech chciał, iż ratuje ją z opresji, ponieważ została stalkowana przez nieprzyjemnego i natarczywego kolegę z pracy. W ramach wdzięczności zaprasza ex-męża do swojego mieszkania i w pełni zszokowana dowiaduje się, iż stracił on pamięć i błaga o pomoc w przywróceniu życia „sprzed”![]()
![]()
/ współpraca reklamowa z Czwarta Strona Kryminału /


Dla niego to „sprzed” nie oznacza żadnego konkretnego momentu, nie wie on, co wydarzyło się kilka lat wstecz. Okazuje się potulny, niczym słodziuutki baranek, ciepły i uczuciowy – zupełnie nieprzypominający męża, z którym żyła w poprzednim życiu. Patologiczna przemoc została wymazana, a widmo dobrobytu zaczyna jawić się w jej głowie… nie dając jednak zapomnieć o bolesnej przeszłości – nie tylko tej, spędzonej u jego boku.

Mina Sakurai przedstawiła nam niesamowity obraz psychologiczny kilku postaci, szczegółowy, złożony i okrutnie fascynujący. Nie szczędząc licznych zwrotów akcji prowadzi nas przez drogę wypełnioną zakrętami u stóp urwistej skały, z której raz po raz na głowę spadają nam ogromne kamienie. Każdorazowo uderzenia te powodują szok i niedowierzanie. Sama historia nie należy do prostych i lekkich w odbiorze. Japońska narracja jest osobliwa, nie szczędzi zawirowań i psychodelicznych prób namieszania w ludzkim umyśle. Tematyka też nie należy do delikatnych, poruszane są tutaj bolesne wydarzenia z przeszłości, do których straumatyzowana bohaterka niechętnie wraca. Odrzucenie, brak ciepła domowego i utrzymanie pozornie idealnej fasady stanowią główne motywy, a całym clue okazuje się tu presja społeczna, z którą wciąż muszą mierzyć się japońskie obywatelki. Tło społeczne odgrywa w „Mężu, którego zabiła” ogromną rolę, a psychologia postaci idealnie dopełnia dramatyczny wydźwięk całokształtu. To relacje międzyludzkie w tym thrillerze przyprawiają o dreszcze, a wątek kryminalny dodaje mu pazura.


