„Ktoś był tu przed nami” to najnowszy thriller psychologiczny Daniela Hursta – tym razem spoza najpopularniejszej spod jego pióra serii o lekarzu, typowy stand-alone. Z historii od samego początku wybrzmiewa aura tajemniczości i niepewności, podsycana zagadkową notką znalezioną przez główną bohaterkę w domniemanie nowym, niezamieszkanym przez nikogo wcześniej domu. Ciężarna Dionne wprowadza się wraz ze swoim mężem Christianem i synkiem do pięknej, surowej rezydencji, w której mają uwić przytulne gniazdko. Nie wiem czemu, ale sam fakt postawienia kobiety przy nadziei w przyprawiającej o dreszcze sytuacji już dodaje dramaturgii👀 Z pewnością jeszcze bardziej przejmujemy się jej losem i zgryzamy paznokcie o bezpieczeństwo nienarodzonego malucha. Ona oczywiście nie bierze sobie z tego nic do serca i postanawia zabawić się w detektywa, amatorsko ładując się w samo epicentrum niebezpiecznych wydarzeń.
/Współpraca reklamowa z @filiamrocznastrona/


Nie brak tu emocji, a ich srogą część przejmują te negatywne, typowo dla thrillera. Denerwowałam się od samego początku zachowaniem kobiety, jej naiwnymi ciągotami do przyciągania problemów i nadmiernej psychozy. Oczywiście sama w takiej sytuacji umarłabym w butach, ale jakoś na kartach powieści wszystko początkowo zdawało się rozdmuchane, przejaskrawione i ogólnie „too much”. Dionne cały czas rozprawiała w swojej głowie na temat domniemanych wcześniejszych lokatorów i naciskała na męża w tej sprawie, a on standardowo ją spławiał i umniejszał wagi jej rozterek. W pewnym momencie dochodzimy jednak do scen ocierających się o niemalże sekciarski wydźwięk i zaczynamy kibicować Dionne w jej zmaganiach ku odkryciu prawdy. Zdecydowanie coś plugawego zalęgło się na ulicach tego podejrzanego osiedla, a mieszkańcy skrzętnie strzegą jakiejś tajemnicy…

Głównym motywem obecnym w „Ktoś był tu przed nami” są nawarstwiające się kłamstwa prowadzące do eskalacji problemu. Bohaterowie trzymając język za zębami w wielu kwestiach doprowadzają się nawzajem do licznych oszczerstw, utraty zaufania, co rodzi problemy ocierające się o kodeks karny. Moralnie poruszana jest tu pułapka finansowa, która przysporzy ogromu zmartwień. Zamknięte osiedle doprowadza do obezwładniającego poczucia klaustrofobii niczym więzienie bez możliwości ucieczki, zatem jeżeli jesteś fanem domestic thrillerów z akcją rozgrywającą się na zamkniętej przestrzeni – sięgaj śmiało.

