Ciężko jednoznacznie określić w ramach jednego gatunku „Krótki pobyt w piekle”, gdyż idealnie wpasowałby się on zarówno w kanony literatury pięknej, egzystencjalnej grozy, jak również sci-fi. Typowo niekonwencjonalna proza, którą włada Steven L. Peck z pewnością zaprowadzi Was w rejony narracji, z którą jeszcze nie mieliście do czynienia. Choć jest to krótka nowela, to w swej istocie porusza wiele tematów odnoszących się do ludzkiej egzystencji, pojęcia wiary, podążania wybraną przez siebie w życiu ścieżką, oraz co najważniejsze – eksploruje pojęcie tytułowego piekła. Z pewnością każdemu z nas, na myśl o tym miejscu jawi się mroczna, pokryta gorącą lawą pieczara, w której dowodzenie przejmuje sam Diabeł. Wyobrażamy sobie, jak to nam zostało od małego wpajane, że trafiają tam wyłącznie typy spod ciemnej gwiazdy, a Ci, którzy podążają boską drogą i trzymają się norm ustalonych w ramach dziesięciu przykazań wstąpią do niebios.
Steven L. Peck przedstawia piekło w zupełnie odmienny sposób. Jego wizja nie pokrywa się z pewnością, z żadną inną, gdyż widzi on to miejsce, jako niekończącą się bibliotekę z niezliczonymi księgozbiorami. Każdy kto tutaj trafia zmuszony jest odnaleźć historię swojego życia, dzięki której będzie mógł opuścić ten przybytek i pójść o krok dalej. Istnieje wyłącznie jedna wiara, którą omija ten obowiązkowy rytuał. Problem w tym, że mało kto w ogóle o niej słyszał…

Jest tu dosłownie każda książka, jaka mogłaby zostać napisania. Bibliografia wszystkiego i wszystkich – rybek akwariowych, małego palca u stopy, historie spisane z perspektywy psów. Wielotomowe opowieści prowadzące w najmroczniejsze rejony odmętów ludzkiej psychiki, popychające w otchłań psychozy i kompletnego szaleństwa. Wszak nawet pomimo największej miłości do książek, żaden z nas nie chciałby chyba spędzić wieczności w bibliotece bez drzwi wyjściowych?
„Krótki pobyt w piekle” zmusza do refleksji nad kruchością życia, pojęciem jego sensu i istoty życia po życiu. Wieczność rozciąga się tu w diabelskim kierunku, nie dając nadziei na lepsze jutro. „Dzień Świstaka”, tylko w bibliotece. Poruszająca jest tu niemożność sięgnięcia dna, bezkres i bezsens poszukiwań, niekończący się upływ czasu, w którym z góry przewidywane jest fiasko. Ta lektura (dosłownie na jeden wieczór) spowoduje, że poczujesz się osaczony bełkotem niezrozumiałych historii, będącymi jednocześnie jedyną drogą ku coraz to bardziej oddalającej się wolności…

