Od dawna chodziły za mną książki Johna Marrsa, a dopiero dzięki „Dobrej Samarytance” nasze drogi w końcu się przecięły. Spotkanie uznaję za niezwykle udane i przepełnione licznymi plot twistami, które zachęcają, by pogłębiać tę znajomość i wrzucić na półeczkę inne pozycje spod pióra autora. Choć początkowo było mi ciężko wgryźć się w historię Laury (jest ona typowo slow-burnowa, mocno psychologicznie rozgrywana), to po pierwszym przeskoku narracyjnym na perspektywę Ryana wszystko wskoczyło na odpowiednie tory
Największym atutem tej powieści jest właśnie dwutorowa narracja, prowadzona oczyma manipulatorki i żądnego zemsty mężczyzny. Ich gra opiera się na licznych kłamstwach, przemilczeniach i wzajemnych oskarżeniach, które doprowadzą do lawiny problemów i niespodziewanych odkryć.
/Współpraca reklamowa z Czwarta Strona Kryminału /
W tym teatrze wypełnionym ludzkim cierpieniem, to Laura kreowana jest na czarnego bohatera. Kobieta pracuje „w telefonie zaufania” i chociaż podczas swojego dyżuru powinna otoczyć osobę telefonującą dobrą opieką i okazać wsparcie, jej intencje dalece odbiegają od tych praktyk. Zamiast podnosić na duchu i odpędzać samob0jcze myśli nieznajomych zmagających się z depresją, ona niepostrzeżenie wbija szpilę tam, gdzie zaboli najbardziej i doprowadzi do kresu ich życia. Laura, to typowa socjopatka o psychopatycznych zapędach. Jej małżeństwo się sypie, rodzina się od niej odsunęła, więc szczęście odnajduje w nieszczęściu innych. Jednakże, na jej własne nieszczęście istnieje ktoś, kto rozgryzł jej chore gierki i zamierza się zemścić za śmierć swojej ciężarnej żony, o którą oskarża pracownicę infolinii…


Ciąg dalszy „Dobra Samarytanka” Marrsa porusza wiele tematów natury społecznej, jak i psychologicznej, jednocześnie utrzymując w napięciu i zaangażowaniu. Będąc czysto fikcyjnym tworem skrywa w sobie ogrom refleksyjnych wątków o wysoce realistycznym wydźwięku, takich jak ukryte intencje. Często pod maską empatii skrywa się bezwzględny narcyzm, a kompleks Boga i altruizm nie zawsze są szczere i przynoszą odpowiednie konsekwencje. Wykorzystywanie bezbronnych i zabawianie się ich kosztem, jednocześnie dając im poczucie pozornej spokojnej przystani niejednokrotnie potrafi okazać się drogą ku zagładzie.


