„Krzywda”, to ściśle powiązana z pierwszym tomem opowieść o dalszych losach Wktorii Błońskiej i całej ekipy z „Rozpaczy”. Już na wstępie zaznaczę, iż w tym wypadku czytanie bez zachowania chronologii wydawniczej raczej nie ma sensu, gdyż ilość nawiązań do wydarzeń z poprzedniej części jest znacząca. Głównym motywem tej serii kryminalnej o wysoce medycznym wydźwięku jest tematyka związana z klonowaniem DNA. Ponownie wracamy do przedsiębiorstwa będącego źródłem wszelkiego zła, tj. TechLeku i pogorzeliska, którym okazuje się dom Moniki Janik. Ponownie zaglądamy w głąb ludzkich przewinień i niemoralnych zachowań, prowadzących ku zaskakującym odkryciom.
/ Współpraca reklamowa z Czwarta Strona Kryminału/

Fala pożarów nawiedzajacych okolicę zostaje przedmiotem śledztwa, mozolnie prowadzonego i niezbyt prostego do rozwiązania. Wiktoria Błońska, dociekliwa i rzetelna dziennikarka podejmuje swoje własne dochodzenie, drąży coraz bardziej, skupiając się na dziecięcej krzywdzie. Na miejscu zbrodni odkryto szczątki małego dziecka, które to będą w tym wypadku najtrudniejszym clue historii. Ciężar emocjonalny w tym wypadku jest przytłaczający, a skala okrucieństwa ze strony najbliższych wręcz niemożliwa do pojęcia. Rozpaczliwie pragnęłam, by nic z tych eksperymentalnych zajść nie miało odzwierciedlenia w rzeczywistości. Mam nadzieję, iż ludzkość nigdy nie dopuści do tego typu rozwiązań, szczególnie, iż jak zwykle głównymi poszkodowanymi w całym zajściu są niewinne istoty, czyli dzieci. Ciężko dywagować w tej materii, gdyż obszar biotechnologii jest już tak rozbudowany, że niewątpliwie sporo można uzyskać na arenie klonowania DNA, aczkolwiek pozostaje trzymać się myśli, iż nie zostanie to poprowadzone w złym kierunku.

Klaudia Muniak ponownie sięga po kontrowersję, nie boi się grać na ludzkich emocjach, rozszarpując czytelniczą psychikę do reszty. Zmusza nas do pochylenia się w kierunku swojego własnego sumienia i zastanowienia się nad tym, jak zareagowalibyśmy w podobnych sytuacjach. Odpowiedzi te jednak pozostają nierzetelne, wszak dopiero w kryzysie, po doznaniu emocjonalnego drenażu i sięgnięcia rozpaczliwego dna byśmy te rozwiązania przeszacowali. Życzę nam tego, abyśmy jednak nie musieli podejmować takich decyzji.


