Ukryte w mroku cmentarne mogiły nad którymi czuwa kaleki anioł z utrąconym skrzydłem stanowią w „Wampirze z Woźnickich Dołów” niesamowicie nostalgiczną otoczkę dla śmi3rtelnego zdarzenia. Nieszczęśliwy zg0n bibliotekarki okazuje się być tylko preludium do plątaniny tajemnic, w którą ponownie wprowadzi nas Konrad Chęciński. Prozę autora charakteryzuje szczególna dbałość o detale, takie jak budowanie napięcia i to nie tylko poprzez skrupulatnie skonstruowaną intrygę, ale również sugestywne opisy otoczenia typowe dla powieści grozy.
/Współpraca reklamowa z @wydawnictwomova/

Na kartach „Wampira z Woźnickich Dołów” wyruszamy wraz z inspektorem Nikiforem Paradeckim do tytułowej małej mieściny, śladem dawno pochowanych brudnych tajemnic, rodzinnych powiązań i sekretów dawnego dworu zamienionego niegdyś w sierociniec. Odnalezione na miejscu zbr0dni zdjęcie trojga dzieci z 1939 okaże się istotnym tropem w trwającym dochodzeniu.

Kolejny raz autor skonstruował wysoce skomplikowaną historię, w której każdy z bohaterów odgrywa ważną rolę i ma wpływ na rozwój wydarzeń. Jak się ma okazać, mieszkańcy Woźnickich Dołów od lat uwikłani są w spiralę kłamstw, a ich zmowa milczenia utrudniać będzie prawidłowe przeprowadzenie śledztwa. Dzień zaduszny przynosi lokalnej społeczności nieuchronny powrót do nieprzyjemnych wspomnień, a jesienna aura idealnie koresponduje z ciężką i trupią atmosferą panującą w miejscowości. Autor umiejętnie łączy ciężar ludzkich przewinień z otaczającą rzeczywistością i odzwierciedla cmentarny nastrój w mrocznej sile przeszłości.

Listopadowa szarość i mgliste wspomnienia otoczone całunem zbrodni pozwalają kompletnie zanurzyć się w tej historii. Introwertyczna, poniekąd wyalienowana bibliotekarka jest idealną bohaterką tego kryminału. Dzięki niej zostaniemy wprowadzeni w świat starych fotografii, zakurzonych wolumenów i osobliwych mogił, w których pogrzebano niewygodne sekrety🪦👀

